Log 4. – Z motyką na rolki

Czyli nie mogła się doczekać to zmarzła okrutnie 😜. I było się wyrywać?

Słonko świeci, termometr w słonku obwieszcza stopni 18, hmm… co tu spsocić? O taaaaaak rolki roleczki! Wreszcie! 😍 Złapiemy trochę promieni słonecznych, wygrzejemy się na maxa, oswoimy się na nowo z jeżdżącymi bucikami, będzie fantastycznie!

Szybka decyzja, że najlepszą opcją jest Kąpielisko Leśne. Jakież było moje zdumienie, gdy na miejscu zastałam ogrodzone niecki basenowe (wiem wiem, płotki były już latem, acz zupełnie o tym zapomniałam) i na dodatek pozamykane na cztery spusty furtkitych płotków. Oj… Smuteczek. Szybka myśl: do domu po pas biegowy, dodatkowa bluza na wygwizdówek i nie ma bata – trzeba jechać gdzieś indziej.

Po kilkunastu minutach, zdeterminowana, znów jestem w drodze, acz jeszcze serce w rozterce dokąd. W końcu próbuję szczęścia na Nowych Gliwicach i bingo! Szlaban otwarty ołłł jeeeeee – jednak nie będzie dziurawej serwisówki z jeszcze większym wygwizdówkiem niż tu. Dobra dycha na początek nie jest zła 😎 no to roleczki na nózie i jazda.

Pięknie, cudnie, słonko świeci, droga równa, może i wieje, ale znośnie. Rozgrzana po 2K pędzę zadowolona z siebie. Aż tu nagle raz za razem coraz silniejsze podmuchy wiatru. Po kolejnym kilometrze stwierdzam, że ten wiatr upiornie zimny i cieszę się, że tak od niechcenia przy wyjściu z domu wrzuciłam do torby buffa. Którego to mam na szyi. 5km już czuję, że jeszcze trochę a załatwię sobie gardło. Cóż wiatr tylko się już wzmagał i był coraz zimniejszy.

Zdrowy rozsądek kazał mi zakończyć na 7-ce. Czuję niedosyt, no ale coś tam pojeździłam. Chyba jednak poczekam na przyjemniejszą aurę 😉 A tymczasem…cieszy mnie, że nie wybrałam wypadu rowerowego 🤭

Post powiązany na FB:

Dyskusja na FB: