Log 3. – Gliwicka Parkowa Prowokacja Biegowa vol.3

Dzisiaj żaden szanujący się dzik nie pogardziłby błociskiem na trasie Prowokacji 😉 Edycja marcowa tej najmilszej w okolicy imprezy biegowo-kijkowej przeszła do historii, a ja jestem zadowolona z tego, że jednak dziś rano zwlokłam się z ciepłego łóżka, przegoniłam lenia i pozbierałam się pod gliwicki Zameczek Leśny. Dziś pojechałam dość wcześnie, by nie utknąć w ogonku do kasy i po numer startowy. W sumie liczebność startujących dzisiaj była jakby skromniejsza – i tutaj pozdrowienia dla tych, którzy dziś biegli półmaraton w Sobótce 🙂

Trasa – co miesiąc to nowa jej odsłona, w zależności od warunków pogodowych. Tym razem, tak dla odmiany, była w większości błotnistą ślizgawką. Żeby było zabawniej, zwiedziona ładnie wyglądającą strefą asfaltu przy linii startu/mety, poleciałam w nowiusieńkich butach. A taaaki ładny miały kolorek… 😛 Ok ok…już się nie rozczulam 😉 po chrzcie błotnym przynajmniej już nie będę miała dłużej skrupułów by je brać w las 😀  Kiedyś trzeba. Ale zostawmy to błoto.

Dobrze mi się dziś biegło. Organizm wypoczęty, tydzień bez biegania, a i pogoda wyraźnie się poprawiała. Po drodze nie spotkałam ani pół kijkarza, tak że i tempo lepsze niż styczniu, gdy startowałam normalnie ze wszystkimi 😀

Już pod koniec biegu przez korony drzew przeświecało słonko mimo, że park generalnie jest mocno zacieniony. Zdeterminowane takie 😀 Gdy wracałam do domu,  grzało już jak szalone przez szybę w aucie. Pod domem nawet mi się wysiadać nie chciało przez to 😀 . Jak wiadomo, w temacie wygrzewania się w słońcu, „jestę kotę” 😀

Jak dotąd na 3 biegi w tegorocznej edycji GPPB – 3 zaliczone. Niezły początek. Jak by nie było, bieganie to nie jest moja wiodąca ani ulubiona dyscyplina sportu, acz miło tam w parku zobaczyć parę znajomych buziek.

No to byle do kwietniowej edycji 🙂

Dyskusja na FB:

…i na Gliwicka Parkowa Prowokacja Biegowa <3 :*